Zakładki:
******************* androsace@gazeta.pl
******************* Autoryzacja Zdjęć: Lu
******************* Własne Blogi
2006 BLOG ROKU
Alfabet: A
Alfabet: B
Alfabet: C,D
Alfabet: E,F
Alfabet: G,H,I
Alfabet: J,K,L,Ł
Alfabet: M
Alfabet: N,Ń
Alfabet: Ó,O
Alfabet: P
Alfabet: Q,R
Alfabet: S,Ś
Alfabet: T,U
Alfabet: V
Alfabet: W
Alfabet: X,Y,Z,Ź,Ż
Alfabet: zdjęciowe
Alfabet: zpoczekalnia
Alfabet: zzamknięte
ARTYSTYCZNIE
KONTAKTOWO
NAUKOWO
RELIGIJNIE
|
sobota, 14 kwietnia 2012
Maraton odwiedzin
...dziennik pokładowy, warszawa, wtorek, dn. 10 kwiecień 2012 r.... Gocha mówiła, że po powrocie, a raczej w trakcie dwutygodniowego pobytu w kraju przeżywa maraton odwiedzin...
Rzeczywiście to prawda... Sama doświadczam tego.
Zaczęło się od wtorku tuż po świętach. Na pierwszy rzut poszła koleżanka z podstawówki, z która może nie przyjaźniłam się aż tak bardzo, gdy chodziłam do podstawowej szkoły. Nasze relacje ociepliły się już dużo później. W moich relacjach to najwierniejsze istnienie bardzo dobrej znajomości. W środę poszła znajomość z ostatniej pracy w Polsce. Rzeczywiście brakuje mi trochę i Krysi i Bożeny. Przy okazji odebrałam sobie już wcześniej zamówione kosmetyki z Oriflame.
A po tej wizycie pojechałam do Chrzestnej. W czwartek z samego rana znalazłam się u babci. Wieczorem u znajomych, u których doglądam ogrodu. Mam nadzieję, że weekend minie mi trochę spokojniej, bez odwiedzin. Mam do uporządkowania kilka spraw w domu. Natomiast następny tydzień znowu zaczyna się maratonem odwiedzin...
piątek, 13 kwietnia 2012
Święta Wielkanocne
...dziennik pokładowy, warszawa, 5-9 kwiecień 2012 r.... Święta, święta i zaraz będzie po świętach...
Ale zanim będzie już po to trzeba spisać to co było przed i w trakcie... Środę po przylocie zaczęłam bardzo intensywnie. Wizyta w urzędzie pracy i u lekarza. Czwartek od mszy krzyżma w katedrze. Potem małe sprzątanie i wieczorna msza wieczerzy pańskiej. Po powrocie czekałam na siostrę z rodziną, bo mieli przyjechać na święta. Piątek - rano jutrznia, potem kolejne sprzątanie i wieczorna msza z adoracją krzyża. Sobota wypadła mi trochę inaczej niż co roku. Choć rano podreptałam na jutrznie to jednak tym razem bez święconki jak co roku. Mój mały chrześniak miał iść z koszyczkiem trochę później. Wróciłam do domu i dopiero później pojechaliśmy z koszyczkiem do kościoła. Wieczorem msza wigilii paschalnej, na którą podreptałam z siostrą. Po niej wstąpiłyśmy na małą wspólnotowa agape.
Niedziela zmartwychwstania to dla mnie czas od rezurekcji, potem śniadanie i południowa msza chrzcielna córki mojej stryjecznej siostry. Obiad. Poniedziałek wielkanocny zaczął się od lania wodą. A to oblał mnie tata, a to szwagier, a to mój chrześniak, więc nim wstałam z łóżka to byłam już cała mokra, a chciałam się wyspać...
Święta, święta i po świętach...
Przeprowadzka
...dziennik pokładowy, londyn, sobota, dn. 31 marzec 2012 r.... Wieczorem czekała mnie również pierwsza przeprowadzka w londyńskiej rzeczywistości. Z racji tego, że to ostatni dzień miesiąca. A swoim lokatorom powiedziałam, że z dniem pierwszego kwietnia będą mieli pokój wolny, gdyby chcieli kogoś nowego przyjąć.
Gdy zaczęłam się tylko pakować ogarnęło mnie lekkie przerażenie. Przyjechałam z jedną walizką a muszę przepakować już cztery.
Jak to możliwe? Skąd tu tyle rzeczy? Na szczęście udało się. Zabrałam wszystko. Na trzy noce musiałam przenieść się do koleżanek, gdyż leciałam do Polski dopiero 3 kwietnia. Dobrze, że są miłe, wyrozumiałe i rozumieją moją nieoczekiwaną sytuację. Z Gochą przyjaźniłyśmy się od dawna. Jej współlokatorkę poznałam dopiero, gdy przyleciałam do Londynu. Początek kwietnia spędziłam jeszcze z dziewczynami...
Kensington Palace
...dziennik pokładowy, londyn, dn. 31 marzec 2012 r.... Ostatni dzień marca spędziłam z dziewczynami na wycieczce po Kensington Palace. Królewska rezydencja w Kensington Gardens.
Cóż ja mogę powiedzieć o tym pałacu jako przeciętna obserwatorka przestrzeni miejskiej?
Na zewnątrz budynek architektonicznie całkiem schludny i całkiem zadbany. Nie straszy, ale też specjalnie nie zachwyca i nie przyciąga, gdyż nie ma w swej zabudowie zbędnych dobudówek typu tu wieżyczka, tu strażniczka. Prosty budynek, przypominający raczej gmach urzędu niż pałac królowej czy też księżnej.
Wewnątrz niektóre tylko sale bardzo ciekawe i rzeczywiście przyciągają oko osoby oglądającej. Bardziej też wnętrze przyciąga historyków i architektów lubiących ten właśnie styl.
Warto było zobaczyć ten pałac. Można go odhaczyć na liście ciekawych miejsc i zabytków londyńskiej przestrzeni.
Ostatni pełny tydzień w Londynie
...dziennik pokładowy, londyn, 26-30 marzec 2012 r.... W ostatnim tygodniu mojej pracy moje życie przepełniała ogromna radość. I jednocześnie spokój. Każdego dnia ktoś inny dowiadywał się, że to mój ostatni tydzień pobytu w tej pracy. Część osób chyba mnie polubiła i było im przykro, ale cóż, takie jest życie, jedni przychodzą, a inni odchodzą... W tym tygodniu próbowałam ogarnąć się z zakupami, które chciałam zabrać do Polski. Pożegnać się z tymi, z którymi jeszcze mogłam się pożegnać.
W środę byłam ostatni raz na próbie zespołu.
Jeszcze nie wiem, czy żałuję, że wyjeżdżam. Londyn wywarł na mnie ogromnie pozytywne wrażenie. Ciekawe miasto, ciekawy sposób życia w nim. To życie jest dla mnie bardziej luźne i samodzielne, więc ma swoje plusy. Ma swoje minusy, jeśli chodzi o życie w samotności. Tęsknota za bliskimi jest nieunikniona, jeśli ktoś żyje w bardzo bliskich stosunkach z rodziną. (Oczywiście, niektórzy wyjeżdżają daleko, by te stosunki właśnie ocieplić, bo lepiej jest, gdy widzą się i rozmawiają mniej). Dla mnie tęsknota była codziennością, do której musiałam się przyzwyczaić. Dlatego też każdą wolną chwilę spędzałam na rozmowie z mamą przez neta. W dobie rozwiniętego przekazu, bardzo ułatwiło to komunikowanie się dwojga ludzi, będących w różnych zakątkach świata. Nie wiem czy żałuję wyjazdu z Londynu, ponieważ perspektywa bycia z rodziną stłumiła mój żal.
środa, 11 kwietnia 2012
Pół roku i zmiana
...dziennik pokładowy, londyn, środa, dn. 21 marzec 2012 r.... Poranek leniwy, tuż przed praca - jeszcze śpiący, półprzytomny i telefon od mamy... A tu niesamowite wieści... Moja londyńska sprawa, niepewność związana z nadchodzącym kwietniem przenosi się w czasie... Pobyt w londynie przewidziany był tylko na pół roku... Dokładnie po pół roku dzwoni do mnie mama z wieściami, że dostałam skierowanie do sanatorium i muszę wracać... A więc opatrzność Boża nade mną czuwa dokładniej niż szwajcarski zegarek... Ucieszyłam się... Miałam lecieć tylko na święta, a tutaj uszykował mi się dwumiesięczny pobyt w kraju... Super... Cudowna wiadomość... Musiałam szybko zorganizować przebukowanie wcześniej zakupionych biletów, bo miałam lecieć tylko na święta... Zorganizować moją wyprowadzkę z mieszkania i zapakowanie się tak, by przechować rzeczy u znajomych. Zwolnienie się z pracy, w której nie było mi tak źle... Mija pół roku i rzeczywiście następuje kolejna zmiana... Bóg nade mną czuwa... Cieszę się, że to tak wyszło, że to skierowanie nie przyszło wtrakcie mojego pobytu, tylko po zamierzonym terminie... Z tych niesamowitych wieści, emocji i ciągłego myślenia o sanatorium przeszłam miejsce pracy. Zamiast zatrzymać się przy numerze 18 doszłam do 20. A gdy zatrzymałam się przy 20 to zastanawiałam się, gdzie się podziała 18... Wróciłam... A ochraniarz cieszył się, że wkońcu trafiłam do pracy, gdyż widział mnie na kamerze i widział też jak poszłam sobie dalej... Tego dnia miał ubaw ze mnie... A gdy wychodziłam z pracy to zapytał się czy ma mi narysować mapę, bym trafiła następnego dnia...
sobota, 24 marca 2012
Rekolekcje wielkopostne
...dziennik pokladowy, londyn, piatek - sroda, dn. 16-21 marzec 2012 r.... Zaczely sie rekolekcje wielkopostne, wiec jako dobry chrzescijanin powinnam wysluchac nauk rekolekcyjnych. Tym bardziej, ze one ukazuja nam troche wiecej niz takie zwykle chodzenie na eucharystie. Bardziej pomagaja przyzgotowac sie na czas wielkiego tygodnia i tajemnic w nim ukazanych. Temat wiodacy na tegoroczne rekolekcje: Widziec milosc Boga w swoim zyciu. Troche dziwnie te rekolekcje mi wypadly. Piatek, poniedzialek, wtorek i srode bylam w parafii, sobote spedzilam w podrozy do Peterborough, a niedziele na rekolekcjach w Peterborough. Troche zaluje, ze nie zosalam jednak w parafii w sobote i w niedziele, bo rekolekcje poprowadzil znakomity biblista ks. prof. Stanislaw Ormanty. Jesli chcecie miec naprawde bardzo dobrego rekolekcjoniste wyjasniajacego biblie to wasi ksieza powinni zaprosic wlasnie tego ksiedza. Prawdziwie potrafi tlumaczyc biblie. Wielu ksiezy mogloby uczyc sie wlasnie od niego tlumaczenia biblii (chociazby niedzielnych czytan), by mogl zachwycic ta ksiego i slowem bozym takiego zwyklego czlowieka jak mnie. Niedzielne rekolekcje w Peterborough nie bardzo mi sie podobaly, tzn. malo z nich skorzystalam. Dobrze, ze poprowadzili je swieccy ludzie, bo tez potrzebne sa i takie swiadectwa, ale do mnie te swiadectwa jakos malo przemowily. Byc moze do kogos innego dotarly w bardzo duzym stopniu... Przeciez jestesmy rozni, wiec potrzebujemy roznych bodzcow do naszej ewangelizacji. Natomiast do mnie bardziej przemowilo tlumaczenie biblii, wiec rekolekcje w mojej londynskiej parafii... No coz, widocznie tak mialo byc. Natomiast samo miejsce Peterborough jest piekne. Male domki, czesto ulice takich samych domkow. Dla estety i smakosza bardzo prostej, jednorodnie zagospodarowanej przestrzeni jest to bardzo ladny i imponujacy widok. Schludny obraz przestrzeni. Wyglada cudownie, oczywiscie, jesli ktos lubi takie rozwiazanie architektoniczne. Postaram sie w najblizszym czasie wrucic troche zdjec z tego miejsca...
Richmond z innej strony
...dziennik pokladowy, londyn, niedziela, dn. 11 marzec 2012 r.... Pogoda weekendowa od wczoraj nie zmienia sie, pieknie, slonecznie, istnie wiosennie... Postanowilam zaprosic Hanie z jej dzieciakami na spacer po parku Richmond... Czemu nie... Jesli bedzie miala chwile czasu i ochote na mala wedrowke... Bylysmy w parku od strony, gdzie Hania mieszka, tzn. ja bylam od tej strony po raz pierwszy, bo pewnie ona zna to miejsce jak wlasna kieszen... Weekend byl bardzo udany.
Kingston
...dziennik pokladowy, londyn, sobota, dn. 10 marzec 2012 r.... Piekna pogoda w Londynie, wiec trzeba z niej jak najbardziej korzystac... Postanowilam z dziewczynami polazic troche po Kingston. Czyli takiej dalszej, bardzo obrzeznej czesci Londynu. Jedni uwazaja, ze to juz nawet nie Londyn, ale mniejsza z tym. Tym bardziej, ze jeszcze tam nie bylam, wycieczka zapowiadala sie dosc ciekawie. Wiadomo, ze najpierw zrobilam maly rezonans po sklepach, by wiedziec co, gdzie i jak. A potem poniewaz Marta byla umowiona na spotkanie zostalam tylko z Prezesem. Lazilysmy nad Tamiza, rozmawialysmy o mojej obecnej i przyszlosciowej londynskiej sytuacji. Troche niepewnej, jezeli chodzi o kwiecien i kolejne miesiace, bo dziewczyna, ktora poszla na macierzysnki powinna juz na kwiecien wrocic. Nie bardzo wiem co robic dalej. Zastanawiam sie rowniez nad zmiana mieszkania, wiec jakby ta sytuacja tez pochlania moje mysli. I chyba te pol roku sprawilo, ze chcialabym tutaj zostac na dluzej... Sklaniam sie bardziej ku takiej decyzji... Spacer nas tak wyczerpal, ze zrobilysmy sie glodne. Poszlysmy zjesc cos do restauracji. Po restauracji znowu poszlysmy na spacer, ale tym razem juz w strone domu. Nadal rozwazalysmy moja sytuacje, bo jakby nie patrzec jest sporo do obgadania. Moje polroczne doswiadczenie malo znaczy w tej rzeczywistosci, ale Prezesa jedenastoletnie moze nakreslic wszelkie trudnosci... Zobaczymy jak to bedzie... Bog pomoze rozwiazac ta sytuacje...
sobota, 10 marca 2012
Wylane lzy
...dziennik pokladowy, londyn, sroda, dn. 7 marzec 2012 r.... Gosc, ktory w poniedzialek dal mi kwiaty chyba roszczy sobie do mnie jakies prawo... Poniewaz w srode nikt sie do mnie nie odezwal. Ze skrajnosci w skrajnosc. Najpierw wszyscy radosni, kokieteryjni, zabawni, troche szaleni itp., a nastepnego dnia zimni jak lod. Dowiedzialam sie, ze z kazdym z nich rozmawial gosc od kwiatow, wiec to wszystko wyjasnilo... Wieczorem musialam z kims pogadac... Tylko z kim? W Polsce przed straceniem przyjaciol, wiedzialabym do kogo zadzwonic, czy do kogo pojsc... A tu... W Londynie... Obca... Samotna... Z zaadoptowanymi znajomymi znajomej... Poniewaz nie bardzo wiem do kogo sie zwrocic, by zwyczajnie z kims pogadac, zadzwonilam do jednej znajomej, ktora udalo mi sie tutaj juz troche poznac... Mila dziewczyna... Wygadalam sie, wyplakalam, zrzucilam wszystkie smutki, radosci i zrobilo mi sie lepiej...
czwartek, 08 marca 2012
Kto zdobedzie numer telefonu
...dziennik pokladowy, londyn, wtorek, dn. 6 marzec 2012 r.... Wtorkowy dzien chyba musi przejsc do historii. Zaczelo sie jakies szalenstwo wokol mnie. Nie jestem atrakcyjna kobieta. Nie rozumiem wiec czemu prawie kazdy facet probuje zdobyc moj numer telefonu... Zaczelam myslec, ze to jakis glupi zart, bezwartosciowy zaklad... Chyba trzeba sie przyznac, ze zostawanie sam na sam z ktoryms z tych gosci jest dla mnie bardzo mile. Naprawde tesknie za dotykiem, za bliskoscia, za cieplem ze strony drugiej osoby. A oni podchodza do mnie bardzo delikatnie. Czasem jest nawet uczucie motylkow w brzuchu, a ja je uwielbiam. Lubie czuc sie chciana. Ktora kobieta tego nie lubi?
Jedna kawa
...diennik pokladowy, londyn, poniedzialek, dn. 5 marzec 2012 r.... Kiedys obiecalam jedna kawe Arabowi. Zameczylby mnie pytaniem "kiedy pojdziemy?", wiec stwierdzilam ok, chodzmy. Niech juz bedzie ta kawa a mna to bede miala swiety spokoj. To ten sam gosc, ktory dal mi roze niedlugo po tym, jak przyjechalam tylko do Londynu. Nie powiem, ale milo spedzilam czas. Chyba rzeczywiscie brakuje mi wyjsc. Takich chwil na pogadanie. Przyjacielskich spotkan. Na koniec naszego spotkania dostalam jeszcze zielono-rozowe roze, przesliczne. Nie przepadam za rozami, ale moze wlasnie ten czlowiek sprawi, ze zaczne ja doceniac. Moze tez sprawi, ze wykrzesi sie ze mnie nuta romantyzmu, bo to nadal obce mi zjawisko. Jestem dziewczyna bardzo mocno stapajaca po ziemi. Obcasy dodaja mi jeszcze wiekszej pewnosci i faceci to widza. Ale jesli ktos chce zebym stracila grunt pod nogami - niech wreczy mi kwiatka, wtedy nawet obcasy nie pomagaja... I wlasnie to byla jedna z takich chwil. Bardzo mila. Choc nadal nie bardzo wiem co sie robi z kwiatami, ktore ktos wrecza Ci na ulicy. Na dodatek ludzie bardzo dziwnie patrza sie na dziewczyne z kwiatami, wiec tym bardziej czulam sie nieswojo... Wzbudza dyskretne spojrzenia innych. Nawet po opanowaniu w sobie chwili stracenia pewnosci znowu na wieksza pewnosc to nadal obcasy nie pomagaly. Jesli ktos szuka jakiegos dalszego zwiazku miedzy mna a tym gosciem to nic z tego. Choc Arab moze miec wiecej zon, to mi chrzescijance nie wolno spotykac sie na powaznie z zonatym facetem, wiec postawilam sprawe jasno: "jedna przyjacielska kawa".
wtorek, 28 lutego 2012
Spacer do Fulham Palace
...dziennik pokladowy, londyn, sobota, dn. 25 luty 2012 r.... Kolejny wolny weekend. Sloneczny, cieply i idealny dzien na spacer. I tak tez sie stalo. Zebralysmy sie we czworke. My cztery dziewczyny zwiedzajace Londyn. Tym razem pod nasze stopy podszedl skrawek Putney i Fulham... Posiedzialysmy troche w Bishop's Park nad Tamiza, by popatrzec na wioslarzy i polapac troche pierwszych prawie wiosennych promieni slonecznych na twarz. Potem poszlysmy zwiedzic Fulham Palace i otaczajacy palac ogrod. Palac na zewnatrz jest skromny, ale zadbany i przez to wyglada bardzo fajnie i niesamowicie. Pokoje we wnatrz parterowe przeznaczone do zwiedzania, wiec zrobione jest cos w rodzaju muzeum lub historycznej galerii na temat zamku. Restauracja i ogrod na rodzinny piknik. (Zdjecia do obejrzenia jak zwykle na zakladce).
niedziela, 26 lutego 2012
Nocne zycie a status Polki
...dziennik pokladowy, londyn, piatek, dn. 24 luty 2012 r.... Tej samej nocy co barowe obserwacje z trojkata, ale chwile dalej... Bedac juz na osiedlu zaczepil mnie chlopak, majacy okolo 15 lat. Najpierw zapytal o papierosa. Odpowiedzialam, ze nie mam, bo nie pale. Potem zapytal skad jestem. - Z Polski... A potem bylam w szoku, bo smarkacz zaproponowal pieniadze za seks. - Nie. - Dlaczego? - Bo jestem starsza od ciebie. - I co z tego. - I co z tego. Jak kilka razy powiedzialam mu "nie", to sie chlopak odczepil. Ale do glowy przyszlo mi kilka mysli... Nadal Polka postrzegana jest jako kobieta lekkich obyczajow (nie okreslajac mocniejszych slow). Nie wiem czy nie wrzucono nas do jednego worka z Rosjankami, choc teraz szale przewazaja na Azjatki i trendy sie zmieniaja. Moze moja reakcja bylaby inna, gdyby powiedzial to dorosly facet, a to byl smarkacz, malolat... Dzieciak zajmujacy sie seksem. Przerazajace. W klubach dziewczyny swieca tylkami, doslownie, mini konczy sie tam, gdzie powinna sie zaczynac, wiec faceci traktuja dziewczyny - "kobiety" od tak na jeden raz, wiec niezaleznie skad jestes i ile masz lat. Propozycja tego chlopaka byla jak najbardziej na porzadku dziennym lub porzadku nocnym. W Warszawie na Centralnym czasem widzialam chlopaczkow ze swiata meskiej prostytucji, wiec podobne wrazenie mialam po rozmowie z tym chlopakiem, po jego zachowaniu i wygladzie.
Choc powyzsze mysli sa prawdziwymi sytacjami z zycia, nie chce wiedziec, ktora byla moja sytuacja, bo wszystkie sa odrazajace.
Z obserwacji nocnego zycia w Londynie
...dziennik pokladowy, londyn, piatek, dn. 24 luty 2012 r.... Z obserwacji nocnego zycia w Londynie... Czesto mam zaszczyt wracac okolo polnocy do domu. Moze tez zbyt czesto narazam sie na nocne wracanie londynskimi ulicami. Na trojkacie (miejsce, ktore jest w ksztalcie trojkata, jest tam petla autobusow) czasem przesiadam sie do innego autobusu. Czekajac tam na przeciwko przystanku jest bar. Mozna poobserwowac troche ludzi i ich zwyczaje. Poniewaz jest to piatek, wiec automatycznie jest wiecej osob w takich miejscach. Malo tego, czasem brakuje miejsca w srodku lokalu, wiec dla bardziej wytrwalych czekaja stoliki na zewnatrz... Nie ma w tym nic dziwnego, jesli chodzi o lato, gdzie noce sa cieple, ale w lutym to juz inna bajka. O ile dni w Londynie sa juz bardzo cieple o tyle noce sa nadal zimne. Majac na sobie dwie bluzki z dlugim rekawem oraz sweter i zimowy plaszcz, nie powiedzialabym, ze jest mi na tyle cieplo, by sterczec na dworze... Ale dla tutejszej ludnosci to normalka. Obserwujac grupke ludzi po cztwrdziestce stojacych na mrozie i pijacych piwo robilo mi sie zimniej od samego patrzenia na nich... Na wiele rzeczy mozna mnie namowic jesli chodzi o mile spedzanie czasu w wiekszym gronie znajomych, ale na stanie na mrozie absolutnie nie, mimo, ze lubie zime...
Wielki Post w Londynie
...dziennik pokladowy, londyn, sroda, dn. 22 luty 2012 r.... Sroda popielcowa, wiec zaczyna sie post. Jak przystalo na chrzescijanina powinnam podjac jakis trud postu, ale jak zwykle w tej kwestii z postanowieniami jestem zawsze spozniona... Wszelkie postanowienia szlag trafia juz na starcie. Poczatki sa trudne, ale przeciez ja moge sie zebrac i zaczac porzadnie, wiec dlaczego tego nie robie... Najlatwiej powiedziec: lenistwo i odpuszczenie sobie. Potem sie wkurzam, ze mam trudny poczatek. Kolo sie zamyka. Jedynym wyjatkiem byl adwent, gdzie zaczelam od samego poczatku i wytrwalam do samego konca. Zaczac zawsze mozna. Pewnie, nigdy nie jest zapozno na to, by robic cos w kwestii wlasnego zbawienia, tylko czemu zawsze trace kilka dni...
niedziela, 19 lutego 2012
Spacer nad Tamiza
...dziennik pokladowy, londyn, niedziela, dn. 19 luty 2012 r.... Piekny, sloneczny, cieply (jak na ta pore roku) i istnie wiosenny dzien. Z ta roznica, ze cholernie wieje, wiec jest dosc zimno. Nad Tamiza jest jak w nadmorskim kurorcie. Slonce mocno ogrzewa, ale wiatr ostro chlodzi. Choc moze nie powinnam sie temu dziwic, przeciez to wyspa, duza, bo duza, ale z kazdej strony wieje i to zimnym wiatrem... Tym razem moja londynska wycieczka byl spacer miedzy Hammersmith Bridge a Putney Bridge... Mialam nadzieje robic zdjecia. I robilam, do czasu, gdy w polowie drogi dolaczyl sie do mnie starszy i mily czlowiek na pogawedke. Coz nie wypadalo go przegonic. W zwiazku z tym skupiona bylam raczej na rozmowie niz na ogladaniu widokow znad Tamizy. Chyba za jakis czas czeka mnie powtorka. Spacerek miedzy tymi mostami to jedna godzina. Weekend nalezal do bardzo udanych...
Sklepowe ogladanie
...dziennik pokladowy, londyn, sobota, dn. 18 luty 2012 r.... Po raz kolejny wolny weekend. Stwierdzilam, ze w koncu mam czas na lazenie po sklepach. Choc to nie jest moje ulubione zajecie, cieszylam sie, bo po raz pierwszy odkad tu jestem mialam na to czas. Na bezsensowne wertowanie ciuchow miedzy wieszakami, na spokojnym ogladaniu butow, torebek i akcesoriow do domu, na niespieszeniu sie, majac nadzieje, ze za piec minut nie zamkna Ci sklepu, ze nie wyprosza Cie ze sklepu lub nie pozwola czegos przymierzyc, bo wlasnie zamykaja. Ogladalam zabawki, bizuterie, nawet spozywcze produkty. Kupilam garnek, by nie byc na garnuszku kolezanki... (ale tutaj uzyte w troche innym znaczeniu ;)) W koncu kupilam przyprawy, choc z gotowaniem bedzie raczej tylko od swieta, z racji tego, ze obiady mam w pracy i na weekend nie oplaca mi sie nic gotowac. Zaopatruje sie w pracy, wiec przyprawy beda raczej czesciej uzywane tylko na kanapki. Chyba, ze jakies kulinarne zachcianki do spelnienia typu nalesniki, placki, slaskie, kopytka...
piątek, 17 lutego 2012
Tlusty czwartek
...dziennik pokladowy, londyn, czwartek, dn. 16 luty 2012 r.... Lubie paczkowe szalenstwo. Ale dobrze, ze taki dzien jest tylko raz w roku. Co za duzo to niezdrowo. No i mozna byloby bardzo szybko wymieniac garderobe, gdyby taki dzien bylo troche czesciej. Mysle, ze poczkowe szalenstwo i tak da troche wiecej tluszczu na brzuchu i tylku nawet po jednym dniu. Czwartkowy wieczor spedzony zostal w gronie londynskich znajomych. Na dodatek przy swieczkach, bo tuz po rozpoczeciu naszego spotkania wylaczyli swiatlo. Tradycja tlustego czwartku jest co roku spotkanie u Hani. W tym roku bylo mi milo dolaczyc do tej tradycji. I jak na tradycje przystalo byly paczki, faworki, oponki i francuskie orzechowe ciastka. Bylo bardzo milo... Przypomnialo mi to troche spotkania z "przyjaciolmi" ze studiow, gdzie tez spotykalismy sie na pogaduchach, by milo spedzic ze soba czas... Uwielbialam to. Ale... Wlasnie jest jakies "ale", ktorego troche sie obawiam... Boje sie tego, ze bede chciala wracac do takich spotkan czesciej, majac nadzieje, ze ozywie miniony czas. A tego nie chce. Zamknelam tamten rozdzial, bo wyszlo jak wyszlo. Choc tamten czas byl dla mnie jedyny i niepowtarzalny. Boje sie tego, ze bede zastepowac tamtych "przyjaciol" znajomymi z Londynu. A tego nie chce. Teraz sa inni, a i ja jestem inna niz wtedy. Boje sie tez porownywania lepsze - gorsze. Nie chce tego. To jest przeciez inne zycie, choc nadal moje. Boje sie tez tego, ze nowe znajomosci wciagna mnie szybciej niz sama jestem w stanie to ogarnac. Dopiero wychodze do ludzi po stracie tamtych... Obawiam sie rowniez tego, ze majac zbyt duzo ciepla, zyczliwosci teraz od nowych znajomosci cofne sie i zamkne w samotnosci... Jest to bardzo trudne dla mnie.
Film Listy do Julii
...dziennik pokladowy, londyn, wtorek, dn. 14 luty 2012 r.... Skoro jest wlentynkowy wieczor to nie moze zabraknac babskiego grona i romantycznej komedii. Na tapete poszedl film "Listy do Julii". Listy do Julii - Komedia romantyczna z 2010 roku w rezyserii Gary'ego Winick'a. Muzyka Andrea Guerra. W rolach glownych Christopher Egan jako Charlie Wyman; Amanda Seyfried jako Sophie; Vanessa Redgrave jako Claire Wyman; Gael Garcia Bernal jako Victor. Tresc - Po przyjeździe do Verony, domu słynnej kochanki Julii Kapulet z „Romea i Julii”, młoda Amerykanka, Sophie przyłącza się do grupy ochotników, którzy odpisują na listy z zapytaniem o miłosne porady do Julii. Odpowiadając na pewien list wysłany w 1951 roku, dziewczyna inspiruje jego autorkę, Claire do podróży do Włoch w poszukiwaniu dawno zaginionej miłości i zapoczątkowuje łańcuch wydarzeń, dzięki którym zupełnie niespodziewana miłość zawita w ich życiu. Komentarz - Nawet nie wiem jak mam skomentowac ten film. Przyjemna komedia, dobra na walentynkowy wieczor. Troche mdla i nijaka. Sam pomysl przedstawiony w filmie bardzo fajny i bardzo mi sie podobal. Natomiast gra aktorska zupelnie nijaka, bez zadnych emocji i wrazen. I przez to ten film bardzo duzo traci...
Karnawalowo
...dziennik pokladowy, londyn, sobota, dn. 11 luty 2012 r.... Drugi wolny weekend... Tym razem postanowilam isc na karnawalowa impreze. Gdy kupowalam bilet tydzien wczesniej nie bylam przekonana do calej tej imprezy. Przez caly tydzien mowilam sobie: "po co Ci ten bilet?", "po co Ci ta impreza?" Wlasciwie to nie wiedzialam i nie umialam sobie odpowiedziec. Bez jakiegokolwiek minimalnego przekonania... Ale bylam... Chcac nie chcac wyladowalam rowniez na sprzedazy w kafejce. A niech to. Jak tak dalej pojdzie beda mnie wciagac we wszystko co organizowane jest tutaj. A ja tak nie chce. Chce troche sie zabawic skoro juz przyjechalam do Londynu. Wracajac do samej imprezy... Nareszcie moje nogi zaczely sie troche ruszac. Wlasciwie to jak weszlam na prakiet to prawie z niego nie schodzilam, no chyba, ze na chwile, by pomoc w kafejce. Dobrze sie bawilam, ale... Muzyke potem odchorowalam, zreszta jak zwykle u mnie po takich imprezach bywa. To nie moje klimaty. A na koniec po calej imprezie wciagneli mnie jeszcze w sprzatanie, wiec impreza skonczyla sie ok 1, sprzatanie do jakiejs 2.30, a w domu polozylam sie o 3.20. Super...
środa, 15 lutego 2012
Wolne weekendy
...dziennik pokladowy, londyn, weekend, dn. 4-5 luty 2012 r.... Kiedy przyjechalam do Londynu na zastepstwo w pracy, pracowalam szesc dni w tygodniu, bo na taki uklad zgodzily sie dziewczyny piec lat temu. Natomiast pracodawca chcialby, zebysmy pracowaly siedem dni. Chyba sobie zartuja. Szesc dni to juz duzo, a siedem, bez dnia odpoczynku, moze tylko jakis dzien wolny w ciagu miesiaca... Co? Slucham? Na koniec stycznia oznajmilam, ze od 1 lutego pracuje tylko piec dni, a weekendy mam wolne... Jak oznajmilam, tak tez zrobilam... Wraz z nadejsciem pierwszego weekendu w lutym nie poszlam do pracy... Nareszcie wypoczelam. I kiedy poszlam do pracy w poniedzialek to nie czulam sie zmeczona. Bylam w kinie ze znajomymi i ich znajomymi, potem w pubie i tak minela sobota, dzien pierwszy... Niedziela jak zwykle u dziewczyn...
sobota, 11 lutego 2012
Adnotacja do imienia
...dziennik pokladowy, londyn, dn. 1 luty 2012 r.... W Polsce nikt nie nazywa i nienazywal mnie Bella i chyba dobrze, bo jakos nie przepadam za tym skrotem od czasu pewnej i bardzo popularnej ksiazkowo-filmowej historii, ktora przytoczyly obie moje cioteczne siostry... Obie moje siostry odpisaly mi na maila dotyczacego mojego miedzynarodowego imienia... Joja - "Hello Bella... Hmmm Edzio tak mówił do swojej ukochanej ;)"
Danka - "A jeśli chodzi o Twoje międzynarodowe imię, to znam jedną taką fajną historię, że pewna Izabela poznała pewnego bardzo interesującego i do tego niegroźnego wampira, więc uważaj, bo z tego co piszesz wnioskuję, że w Londynie dzieje się wiele różnych rzeczy :-))). Może i Tobie przytrafi się jakaś mało prawdopodobna historia."
I stwierdzilam, ze obie sa monotematyczne... Natomiast tutaj w Londynie nie przeszkadza mi to i kazdy nazywa mnie jak mu wygodnie... W Polsce ludzie odmieniali sobie raczej od pelnego imienia...
czwartek, 09 lutego 2012
Miedzynarodowe imie
...dziennik pokladowy, londyn, dn. 31 styczen 2012 r.... Mam miedzynarodowe imie, wiec w pracy jest bardzo, ale to bardzo lubiane. A moze to ja jestem lubiana i tak przy okazji wyszlo. Na dodatek lapie swoich wspolpracownikow na tym, jak sobie spiewaja pioseneczki o "Izabeli" :) Fajne i bardzo mile piosenki. I z tego tez powodu jest mi dodatkowo radosnie i milo. Czasem sa smieszne sytuacje... Np: gdy ktos krzyknie z zaskoczenia (o jak ja tego niecierpie), wtedy albo sie przestrasze (a to nic przyjemnego, gdy serce prawie wyskakuje z piersi), albo na cos wpadne (wtedy siniaki gwarantowane), albo rozleje zupe jak ja niose (nie zebym byla niezdarna, bo tak nie jest, choc sytuacja temu przeczy). Zadne imie innych osob tam pracujacych nie jest tak czesto wypowiadane w tym domu jak moje... Gdy 15 osob powie ci na powitanie: Hi Bella, Helo Isabela, Good morrning Isabella, Hi Esabela itp., a potem wcigu dnia spyta sie jeszcze: How are you Isabela, How is yours day Bella, How are you feelingn Izabela itd., a potem na koniec dnia pozegna: see you Isabela, Bye Bella, bye,bye Esabela itd. i tak kazda osoba i tak dzien w dzien to moge powiedziec, ze ladnie brzmi to moje imie. No to ujawnilo sie moje imie, trudno, ale gdybym tego nie zrobila, nie zrozumielibyscie tego wydarzenia... Niemniej jednak i tak zostaje tutaj jako: Lu
Historyjka z innego dnia
...dziennik pokladowy, londyn, dn. 30 styczen 2012 r.... Innego dnia, gdy jadlam sobie obiad, nagle cos przegryzlam... Oczy otworzyly mi sie w podwojne pieciozlotowki, a buzia zaczela mnie palic... ogniem to raczej malo powiedziane, ogniem z wulkanow, ogniem z piekiel, chyba wszystko na raz i zamiast to cos (brzydko zachowac sie i) wypluc to ja glupia to polknelam... Chcialam zaznaczyc ze szklanka wody nie pomaga na palace potrawy. Malo tego szklanka coli takze nie i szklanka kawy rowniez. Chcialam zaznaczyc, ze nic nie pomaga jak piecze cie w srodku buzia, gardlo i na dodatek wszystkie wnetrznosci. Moj przelyk sie spalil. A po chwili lzy zaczely mi leciec ciurkiem, jakby stala sie najtragiczniejsza rzecz na swiecie. Po chwili stwierdzilam, ze w srodku jestem juz pusta, bo chyba wszystko mi splonelo we wnatrz. Zaczelam przygladac sie tez skorze czy przypadkiem nie zaczyna sie jarac juz na wierzchu... Winowajca byla papryczka chili. A niech ja diabel zje... Niemniej jednak dostarczylam wszystkim duzo radosci. Prawie popekali ze smiechu. Szkoda tylko, ze tego dnia nie bylo mi do smiechu...
|