...obecne życie Lu...gdzieś w wielkim mieście...gdzieś na różnych lądach...gdzieś w innych światach...
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
************************* AUTOR androsace@gazeta.pl
************************* Autoryzacja Zdjęć: Lu
************************* FOTOGRAF iljs@gazeta.pl
************************* JS GARDEN WOŁOMIN projektowanie, zakładanie i pielęgnacja ogrodów 888 671 676
************************* Własne Blogi
Alfabet: A
Alfabet: B
Alfabet: C,D
Alfabet: E,F
Alfabet: G,H,I
Alfabet: J,K,L,Ł
Alfabet: M
Alfabet: N,Ń
Alfabet: Ó,O
Alfabet: P
Alfabet: Q,R
Alfabet: S,Ś
Alfabet: T,U
Alfabet: V
Alfabet: W
Alfabet: X,Y,Z,Ź,Ż
Alfabet: zdjęciowe
ARTYSTYCZNIE
KONTAKTOWO
NAUKOWO
RELIGIJNIE
Kategorie: Wszystkie | Moja kuchnia | Moje filmy | Mój dzień | Wierszownia
RSS
środa, 15 marca 2017
Warsztat zniknął

...dziennik pokładowy, otwock, dn. 11 marca 2017 r....

Podróżnik skończył model i zniknął też pokojowy warsztat. Od razu zrobiło się luźno. Przy okazji sprzątnęliśmy sobie w piwnicy w mieszkaniu. Można powiedzieć generalne porządki.

Teraz trzeba pomyśleć nad kolejnymi zmianami. Miały być półki w pokoju. Jakaś półka pod zlewem. Może blat do zmiany i dodatkowa szafka. Trzeba pomyśleć.   

8 marca

...dziennik pokładowy, warszawa, środa, dn. 8 marca 2017 r....

Dzień kobiet. Miał być w Otwocku, ale mama zapytała się, czy nie wpadniemy do niej.

I tak plany lekko się zmodyfikowały.

Pojechaliśmy do mamy, by w ten dzień nie siedziała sama w domu. A przynajmniej było jej milej. Wypiliśmy wino do obiadu. Zjedliśmy trochę słodyczy, choć w poście ograniczamy je - to w tym dniu było to bardziej symboliczne niż dla łakomstwa i obżarstwa.   

Pierwsze wycieczki

...dziennik pokładowy, świder, dn. 5 marca 2017 r....

Chrapek skończył już model jednostki pływającej "Strażak-3".

Zimą nie mam nic przeciwko temu, może sobie siedzieć i dłubać, bo co robić sennymi wieczorami. Ale jak już słońca jest więcej, szczególnie w weekendy to chciałabym wyjść z tych czterech ścian, zaczerpnąć powietrza, pojeździć na wycieczki. Mamy teraz więcej czasu na wspólne spędzanie czasu.

I tak 5 marca pojechaliśmy na małą wyprawę do Świdra i nad Świder. I choć jeździmy rowerami również zimą to ta była naszą pierwszą zimowo-wiosenną wycieczką, relaksacyjną. 

12 marca pojechaliśmy sobie do Śródborowa. 

Fajnie, pogoda sprzyja. Można korzystać.

piątek, 10 marca 2017
Histeria

...dziennik pokładowy, otwock, niedziela, dn. 5 lutego 2017 r....

Poranek. Zwykły dzień pracy.

Światło zapalone w kuchni. Przebudziłam się, bo kuchnia graniczy z moim pokojem. Pokój jest bez drzwi, więc poranne otwieranie lodówki, szafek i szuflad - krótko mówiąc wszystko słychać. I tak jak wstawali rodzice o 4.30 tak i ja czasem budziłam się o tej porze.

Tata krząta się po kuchni, szykuje się do pracy. Czasem wpadał do mnie do pokoju pożyczyć długopis, by zanotować sobie jakąś informację lub wymiary jakiejś części. I tak było tym razem. Wziął sobie długopis.

Mama była w łazience. I tak kursowała między kuchnią a łazienką.

Tata rozmawiał z mamą. Słyszałam ich poranną rozmowę odnośnie kanapek itp.

I nagle zaczęłam wybudzać się..., ale z jednej strony przecież jestem obudzona, przed chwilą obudziłam się w moim rodzinnym domu, w domu rodziców. I tu jestem. Wszystko odczuwam.

Jakieś to wszystko dziwne. Zaczęło robić się niespokojne. Światło w kuchni zaczyna oddalać się, jakoś przygasać, znikać. Coś się niedobrego dzieje. Wybudzam się, a jednocześnie nie chcę. Otwieram oczy, tym razem przebudziłam się nie we śnie tylko w rzeczywistości. Otwock. Mój chłopak mnie tuli. Wyczuł mój niepokój sprzed chwili. A ja nie chcę. Próbuję go odepchnąć. Chcę wrócić do tej rzeczywistości ze snu. Do mojego taty. Przecież widziałam go, słyszałam, był przed chwilą tuż przy mnie, na wyciągnięcie ręki.

Świadomość, że rzeczywistością jest Otwock, że mój tata nie żyje powtórzył krzyk, który rozdzierał mi wszystko i serce i umysł i duszę. Krzyk, płacz, histeria. Wszystko nie do opanowania.

Mój chłopak nie mógł mnie uspokoić.

środa, 08 lutego 2017
Filmowo w domu

...dziennik pokładowy, warszawa, piątek, dn. 3 lutego 2017 r....

Dni zimowe w Otwocku mijają teraz trochę inaczej.

Jest komputer, mogę podłubać coś przy zdjęciach, wieczorem mogę obejrzeć jakiś film, mogę puścić też ulubioną muzykę filmową, której mam potężny zasób. Tego mi najbardziej brakowało. Jakiegoś urozmaicenia dnia, wieczoru. Ile można czytać książek nie będąc wielką fanką czytania. Wystarczy mi i tak, jak czytam jakieś półtorej godziny (łącznie) w podróży z pracy i do pracy.

Wieczorem chciałabym porobić coś innego. Jednego dnia usmażyć placki. Innego dnia obejrzeć film. Jeszcze innego posegregować zdjęcia. Podjechać na cmentarz do taty. Rozbijam rutynę, bo już zaczęłam wariować, nudzić się i popadać w jakąś głębszą depresję. A przecież chcę wyjść z zamknięcia i smutku po śmierci taty. To nadal silne wydarzenie mojego życia, które budzi przeogromny wachlarz uczuć. 

I teraz mogę to zrobić. Jakoś przełamać dotychczasową rutynę.

czwartek, 26 stycznia 2017
Styczeń 2017

...dziennik pokładowy, warszawa, stycznia 2017 r....

Skończył mi się bilet. Miałam tylko miesiąc spędzić u mamy, ale przedłużyłam bilet na pierwszą strefę.

Nie wiem co mam robić. Mój kochany mężczyzna czekał na mnie cały miesiąc, z utęsknieniem, a ja podjęłam decyzję, że potrzebuję kolejny miesiąc oddzielnie.

Zaczęło się od tego, że nie mam co robić u niego. Przychodzę do domu, jem obiad i dalej nic. Z nudów czytałam, choć czytania mam już dosyć. I tak dzień w dzień. 

Na szczęście porozmawialiśmy sobie o tym i jakoś poddał mi pomysł rozwiązania problemu. Skombinował mi komputer do mojej małej pasji. Zdjęcia. Mogę teraz codziennie usiąść sobie na jakąś godzinkę, nawet na jakąś chwilę by, móc podłubać w folderach ze zdjęciami. Coś posegregować, obrobić. Mogę obejrzeć jakiś film na kompie, to jakaś odmiana, bo on nie miał telewizora. Te wieczory są teraz ciut inne. 

Muszę coś robić, bo inaczej zapadnę się w sobie.

6 stycznia byliśmy u mamy.

11 stycznia upiekłam blat do tortu, na moje nadchodzące urodziny. Jestem za tym, że tort urodzinowy musi być.

12 stycznia - wypadło to tak nie w pięć ni w dziesięć - byłam na pokazie urządzeń masujących. Porażka. A zachwalali, przyjdź i odbierz podręczny odkurzacz. Szkoda tylko, że nie wspomnieli, że odkurzacz jest samochodowy i nie nadaje się do niczego innego. A ja nie mam samochodu. Poza tym mój facet stwierdził, że nie powinno to dostać się na rynek, ponieważ nie ma atestów. Na kolejny taki pokaz się nie wybieram. Szkoda zachodu. Spotkanie trwało 3 godziny. I to był zmarnowany czas. Facet fajnie opowiadał o tych urządzeniach, można było skorzystać z takiego 10-minutowego masażu. Co z tego jak i tak to wszystko kosztuje bardzo drogo.

Czas zmarnowany, bo mogłam skończyć tort w normalnej porze i jechać spokojnie do domu. A tak musiałam zrobić przystanek u mamy, bo robienie tortu skończyłam około 22.

13 stycznia - Urodzinowo. W ten dzień spotkałam się z Podróżnikiem u mamy. Tam świętowaliśmy moje urodziny. Od kilku lat nie mam już ochoty na zapraszanie gości, ani na urodziny, ani na imieniny. Jakoś tak nam się nie chce z mamą. Po śmierci taty odbieram to wszystko jakoś dziwnie. Niezbyt fajnie. Brakuje mi go na każdym kroku, przy każdym spotkaniu.

21 styczeń. - Dzień babci. Pojechałam z mamą. Mama przy okazji umówiła się z ciocią po tym spotkaniu. Ja spędziłam sobie dzionek z babcią i pojechałam przed wieczorem do domku.

I tak minął styczeń.

środa, 04 stycznia 2017
Podsumowanie 2016

...dziennik pokładowy, warszawa, sobota, dn. 31 grudnia 2016 r....

Podsumowanie roku...

Warto to zrobić, ale od czego zacząć. Jak zebrać myśli w żałobie.

Byłam szczęśliwa przez pierwszych 5 miesięcy 2016. To było kilka całkiem udanych miesięcy. Byłam szczęśliwa, kochana przez mojego ukochanego mężczyznę, sama też go kochałam, bo czułam to w serduszku. Fajne uczucie. Byłam radosna. Śmiałam się. Powaga gdzieś znikła, mój dystans do ludzi także. Cieszyłam się, że jesteśmy razem, że razem jeździmy na bazar, że mamy jakieś drobne wspólne wycieczki do rodziny lub dla najzwyklejszego odpoczynku.

W pracy było ok, choć czasem mnie denerwowała, ale nie doprowadzała do szaleństwa.

29/05/2016 umarł mi tata... i wszystko zmieniło się.

Od tamtego dnia codziennie wylewam wiadro łez. Nie ma takiej chwili, bym nie płakała, bym za nim nie tęskniła. Odczuwam ból, ogromną samotność i pustkę, związaną z odejściem taty.

Najgorsze jest to, że zaczęłam odczuwać również pustkę do swojego mężczyzny. Nie potrafię odnaleźć teraz swojego uczucia do niego, które tak bardzo mnie cieszyło, które mnie przecież tak bardzo zmieniło. Na lepsze. Chyba znowu zaczęłam budować mur wokół siebie, jak jakąś karę, że on jest przy mnie. Mrożę swoje serce i odsuwam się od niego. Nadal chcę, żeby przy mnie był, nadal chcę być blisko niego, bo czuję się przy nim bezpiecznie. Ale gdzie podziało się to moje uczucie, gdzie moja miłość do niego, gdzie odczuwanie jego miłości w moim serduchu. Boję się, że nie potrafię już tego odnaleźć.

Odczuwam tę samą samotność co kilka lat wcześniej, przed jego spotkaniem. Wraca ta sama powaga, smutek, pustka i samotność, zdystansowanie się. 

Czyżby to był efekt nagłej blokady po stracie najbliższej osoby, jaka był tata. Nie wiem. Tak to tłumaczę.

Był czas, że jego dom traktowałam już jak swoje miejsce. Mój dom z Chrapkiem. A teraz jest to mi zupełnie obce miejsce. Puste, zimne, pozbawione rodzinnej atmosfery i rodzinnego ciepła.

Wróciłam do domu rodziców. Miałam być u nich tylko miesiąc, tylko grudzień. By ten czas adwentowo-świąteczny spędzić rodzinnie, z ubraną choinką, krzątaniną przedświąteczną, prezentami dla dzieciaków. Ale dzisiaj przedłużyłam bilet na kolejny miesiąc i kolejny miesiąc będę u mamy.

To nie jest dobry czas dla rozwoju związku. Nie wiem co z nami będzie. 

piątek, 30 grudnia 2016
Życzenia Noworoczne

...dziennik pokładowy, warszawa, dn. 30 grudnia 2016 r....



środa, 28 grudnia 2016
Gwiazdka

...dziennik pokładowy, warszawa, Święta, dn. 24-26 grudnia 2016 r....

23 grudnia przyjechała siostra z rodziną.

24 grudnia - Gwiazdkę spędziliśmy w Wołominie. Poszłam z mamą na Pasterkę.

Święta spędziliśmy w domu.

Wszystko minęło tak szybko, że nawet nie zdążyłam odpocząć. Było - minęło.

Życzenia

...dziennik pokładowy, warszawa, gwiazdka, dn. 24 grudnia 2016 r....

Przedświątecznie

...dziennik pokładowy, warszawa, przed świętami, grudzień 2016 r....

Przed świętami oczywiście mega sprzątanie.

Jak co roku czeka nas lepienie pierogów i uszek.

Pierogi ulepione. Mama wałkowała i wycinała krążki. Ja z Chrapkiem zlepialiśmy szczękami. Ulepiliśmy 99 sztuk.

W tym roku lepiliśmy uszka trochę inną metodą. Poszliśmy na łatwiznę. Dużą produkcję. W sensie taśmową i szybką. Wyciągnęłam formę na krążku do zlepienia 55 sztuk foremnych sześciokątów. Mama wywałkowała placek na formę. Ja porobiłam dołki. Chrapek nakładał farsz z rękawa. Ja czyściłam złączenia. Mama wywałkowała kolejny placek do nakrycia. Chrapek przewałkował i wyciągał z formy. Ja zlepiałam różki w kształt uszek. Super szybko. 

Pierwszy raz robiliśmy z tej formy. I powiem, że całkiem całkiem to wychodzi. Przede wszystkim szybko. Jak nabierzemy wprawy to to będzie łatwizna. Bo to był nasz pierwszy raz :) Ulepiliśmy około 215 uszek. Migusiem. 

W domu

...dziennik pokładowy, warszawa, poniedziałek, dn. 5 grudnia 2016 r....

Po śmierci taty źle się czuję. Psychicznie źle wszystko na mnie działa. Myślałam, że może czas będzie to leczył, ale nic z tego. Bardzo mi go brakuje. Przeżywam to.

Nie dałam rady nadal mieszkać z Chrapkiem. Jego mieszkanie jest dla mnie puste, zimne i to mnie jeszcze bardziej przygnębia. Przeniosłam się do mamy i tutaj jakoś uspokaja się moja dusza. A właściwie to nie wiem czy się uspokaja, bo mój stan jest raczej otępiały. Jestem bo jestem, pracuję, bo pracuję, ale nic mnie nie cieszy. Nic, zupełnie nic. Wegetuję.

Nie wiem jak Chrapek to przetrzyma, jak długo wytrzyma, czy w którymś momencie nie powie sobie "dość tego" i mnie nie zostawi. Wraca do pustego domu. Ja wracam do domu rodziców. Tam się trochę lepiej czuję. Znajome kąty. Cieplejsze. 

Chrzest siostrzenicy

...dziennik pokładowy, bk, 10-13 listopada 2016 r....

Miesiąc po chrzcinach bratanicy mojego Chrapka pojechaliśmy na chrzest mojej siostrzenicy. Akurat się tak złożyło, że dziewczyny urodziły tak miesiąc po sobie dziewczynki i miesiąc po sobie miały chrzciny. 

10 listopada jechaliśmy po pracy całą ekipą: Ja, Chrapek i moja mama, a także brat taty z żoną. My polskim busem. Reszta miała dojechać samochodami. Na przesiadce we Wrocławiu spotkaliśmy w pociągu siostrę mojego szwagra.

11 listopada był chrzest.

12 listopada pojechaliśmy małą wycieczką do klasztoru w Henrykowie. A przy tym mieliśmy niezły spacer przez las.

13 listopada odjeżdżaliśmy o 13.00. Ogłosili nasz pociąg opóźniony godzinę. No i kompletna klapa, bo zupełnie nie wiedziałam co mam robić. Polski bus mieliśmy o 15.00 Na szczęście Szwagra tata zorganizował nam jakiś transport do Wrocławia i zdążyliśmy na autobus, a moja chrzestna, bo też miała jechać tym pociągiem o 13.00 co my też się z nami zabrała i też zdążyła na drugi pociąg z Wrocławia.

Wszystkich Świętych

...dziennik pokładowy, warszawa, piątek, dn. 28 październik - 2 listopada 2016 r....

Zbliża się dzień Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny i jest to teraz dla mnie bardzo trudny czas. I trudniejszy po śmierci taty. Nie potrafię się odnaleźć w rzeczywistości bez niego. Jakby przenieśli mnie zupełnie z innego wymiaru.

Dzisiaj przyjechała siostra z rodzinką. Wiadomo to nasz tata. To ciężki rok również dla niej. Też chciała być blisko. Mieć jakąś więź.

30 października byliśmy w Wołominie.

1 listopada pojechałam z mamą na Bródno do dziadków. Reszta została w domu, bo pogoda nie była zbyt ciekawa. Gdy wróciliśmy z Bródnowskiego to spotkaliśmy się na cmentarzu Marysińskim przy grobie taty. 

Pojechali 2 listopada.

Chrzest bratanicy

...dziennik pokładowy, lublin, świdnik, dn. 7-9 października 2016 r....

Mój Chrapek ma brata, któremu tak miesiąc wcześniej niż u mojej siostry urodziła się córa. Urodziła się na początku czerwca. No i teraz wypadły jej chrzciny. Zostaliśmy zaproszeni i pojechaliśmy.

Było kameralnie. Tylko rodzice chrzczonej i jej rodzony brat. Rodzeństwo rodziców, czyli siostra z rodziną i brat - od bratowej Chrapka oraz Chrapek ze mną. A także obie babcie chrzczonej. Dziadkowie zostali w domach. 

Urlop miesięczny

...dziennik pokładowy, bk. oraz Jastarnia, 29 lipca - 4 września 2016 r....

29 lipca pojechałam do siostry. Po pierwsze, by zobaczyć siostrzenicę. Po drugie, by zabrać siostrzeńca na wakacje. Mała słodka. Poza tym śliczna. Mój kochany chrześniak nie chciał ze mną jechać na wakacje. Spędziłam kilka dni u siostry. 

2 sierpnia jechałam przez całą Polskę do Jastarni, czyli wycieczka od gór do morza. Droga mogłaby być dużo szybciej, gdyby nie te długie postoje na stacjach. Zupełnie nie wiem, dlaczego są te długie postoje i tracenie czasu.

4-5 sierpnia - Po prostu nie spotykane spotkanie. Przyjaciółka ze studiów. Normalnie mamy do siebie 100 km. Gdy weźmiemy aspekt pracy to pracujemy 5 minut drogi piechotą od siebie. Obie w centrum Warszawy. Ale na spotkanie mamy zawsze daleko. No i proszę musiałyśmy spotkać się 400 km od domu. Ale przynajmniej mogłyśmy się spotkać. Fajnie było spotkać ją i jej rodzinę. 

7 sierpnia córka Chrapka pojechała odwieźć swoją koleżankę, która tez  z nami była na wyjeździe. A my pojechaliśmy sobie rowerkami do Władka.

13 sierpnia wróciliśmy z nad morza. Błyskawicznie. Słonecznym.

14 sierpnia w niedzielę byłam u babci.

15 sierpnia odpoczywałam w Otwocku.

Potem około tygodnia pracowałam.

25 sierpnia znowu pojechaliśmy nad morze do Jastarni. Zabraliśmy się z kolegą Chrapka do Gdyni. Wyskoczyliśmy jeszcze po rybki we Władku i pojechaliśmy następnym pociągiem. 

27 sierpnia rano, około 9.30 przyjechała tylko na weekend mama. Pogoda nam dopisała i było super. Odetchnęła trochę. Była półtorej dnia. W niedzielę słonecznym wracała.

29 lub 30 sierpnia była moja cioteczna siostra - Joja z synkiem i moją Chrzestna w odwiedziny, bo stacjonowały w Jastrzębiej.

Do końca urlopu mieliśmy pogodę, ciszę i spokój. Było sympatycznie. Przestały mi się śnic koszmary związane ze śmiercią.

3 września były moje imieniny.

4 września wracaliśmy z urlopu pociągiem widmo. Na szczęście był wagon dla tych bez rezerwacji i mieliśmy miejsce.

Do Warszawy dojechaliśmy i lunęło. Z nieba lało się tak, że nic nie widziałam. Strugi deszczu. Ciężko był mi tez łapać powietrze, bo wciągałam wodę i nosem i buzią. Nie było na nas suchej nitki, gdy dotarliśmy do autobusu. A przecież przebiegliśmy tylko kilka metrów od pociągu do przejścia podziemnego na Dworcu Wschodnim.      

wtorek, 27 grudnia 2016
10 lipca

...dziennik pokładowy, warszawa, piątek, dn. 10 lipca 2016 r....

10 lipca urodziła się córa u mojej siostry.

Wszyscy żałujemy, że nie pozna takiego fajnego dziadka.


Ślub taty chrześniaka

...dziennik pokładowy, piątek, dn. 8 lipca 2016 r....

Jeśli chodzi o czerwiec po śmierci taty to niewiele pamiętam.  Bardzo trudny dla mnie czas. Czas na oswojenie się z jego nieobecnością. Wcale nie chciałam tego oswojenia. To koszmar, z którego chciałam się obudzić.

Dosłownie. Koszmar.

Śmierć śniła mi się codziennie. W różnym wydaniu i wykonaniu. Pod każdą postacią. Każdy rodzaj.

Pół roku wcześniej chrześniak taty zaprosił nas na ślub i wesele. Nikt nie przypuszczał, że mój tata nie doczeka tego dnia. Byliśmy na ślubie i weselu, choć raczej jako obserwatorzy niż goście weselni, którzy bawią się z młodymi. Młodzi rozumieli nas, bo byli na pogrzebie taty.

Najgorszy tydzień

...dziennik pokładowy, warszawa, dn. 29 maja - 5 czerwiec 2016 r....

Najgorszy tydzień mojego życia.

Najpierw najgorsza niedziela. Potem najgorszy poniedziałek. Wtorek. Środa. itd.

Koszmarny tydzień jeżdżenia między domem, szpitalem, kościołem, cmentarzem, pracą taty, zakładem pogrzebowym. Łzy wylały się całym oceanem. A ocean łez napełniał się błyskawicznie, by po chwili znowu się wylewać. I tak codziennie po tysiąc razy.

Wszystko przypominało mi tatę. Każde miejsce. Każdy przedmiot, który był wokół mnie. Wspomnienia. Zdjęcia. Przejazd skm, bo przecież prawie codziennie wracałam z tata tą samą skm.

Piątek, 3 czerwca był pogrzeb. Rano pojechałam z mamą i szwagrem, by jeszcze ostatni raz zobaczyć tatę w kaplicy szpitalnej. Po prostu spał. Niemożliwe, że się nie obudził. Że jego serce przestało bić. Nie chciałam tego do siebie dopuścić. Chciałam, by wstał. 

Moje serce wypełniała tak przeogromna rozpacz, smutek, pustka i żal, że nie mogłam sobie z tym poradzić. I nadal nie mogę, bo notatkę piszę ponad pół roku później.   

Krzyk i śmierć taty

...dziennik pokładowy, niedziela, dn. 29 maja 2016 r., 7 rano...

Wstałam wcześniej, by przygotować tacie trochę warzyw do szpitala: paprykę, pomidory.

Zadzwoniła mama z informacją, że tata zmarł gdzieś nad ranem, że nie obudził się już tego dnia.

Tylko ja wiem jaki potworny ból mnie ogarnął, gdy tylko wypowiedziała te słowa. Jaki okropny krzyk wydobył się z mojego gardła. Krzyk, który cały czas słyszę. Chciałam, żeby to nie była prawda. Że to jakiś zły sen. Że to nie jest możliwe. Że to się nie przydarzyło. Że tata nadal jest w szpitalu i że wyzdrowieje i że za chwilę wyjdzie. 

Świat się zawalił. Nic już nie jest takie samo. Nie jest i nigdy już nie będzie.

Szpital Międzylesie

...dziennik pokładowy, warszawa, wtorek, dn. 24 maja 2016 r....

Mama przestraszyła mnie kilka dni wcześniej, że tata wali się w pierś. Miała wrażenie, jakby tata chciał ruszyć swoje serce. Jakby jego serce zwalniało itp lub nawet zatrzymywało się. Przeraziła mnie okropnie tymi słowami.

Tata ma słabe wyniki morfologiczne. Przekroczone normy itp. Nie znam się na tym, ale nie wygląda to zbyt ciekawie.

Zawiozłam go do szpitala dzisiaj. Przyjęli go na oddział.

Mama odwiedzała go codziennie.

Ja, Chrapek i mama odwiedziliśmy go razem w czwartek 26 maja. Boże Ciało, bo mieliśmy wolne i trochę więcej czasu, by podjechać do taty do szpitala. 
Nawet dobrze się czuł. Dobrze wyglądał, chodź widać było, że trochę schudł. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy. Odprowadził nas.

piątek, 19 sierpnia 2016
Imieniny babci

...dziennik pokładowy, wołomin, niedziela, dn. 15 maja 2016 r....

Imieniny babci.

Pojechałam z Chrapkiem, mamą i ciocią, bo nocowała u nas po nocy muzeum.

Mama poszła do cioci Marzenki. Chrapek na spotkanie z córką. Ja do babci.

U babci był Nadarzyn. Ciocia Z z synem, synową i wnukiem. Miło, bo już dawno ich nie widziałam.

Zjedliśmy obiad.

Zaczęłam rozmawiać z babcią o mojej siostrze i niuni, bo wkrótce miała się urodzić. Babcia zagadnęła o imię. Wiedziałam już jakie prawdopodobnie będzie mieć, więc powiedziałam. A babcia jak nie walnęła w stół. Wrzasnęła, że się na to nie zgadza. Że to imię jest nieszczęśliwe. Przeraziła mnie tym. A na dodatek pomyślałam sobie, żeby nie było na zamianę :( Że ktoś umrze w mojej rodzinie, a mała się urodzi. I aż głupio, bo pomyślałam sobie o babci. Chciałam odpędzić od siebie te myśli. Przecież tak nie może być. Jest już wiekowa i schorowana, ale jest silna, pełna energii i życia. Trudno było nie myśleć o reakcji babci.

Potem pojechał Nadarzyn, a reszta wróciła: mama, Chrapek, ciocia, wujek i in.

Noc Muzeum - Wedel

...dziennik pokładowy, warszawa, sobota, dn. 14 maj 2016 r....

Szalone kobiety...

W Noc Muzeum postanowiliśmy zwiedzić Fabrykę Czekolady - Wedel. Do kolejki stanęliśmy około 16.30, by być tam wcześniej. I jakie zaskoczenie. Ludzie do Fabryki stali od 6 rano. Wiedzieliśmy, że zaczną wpuszczać około południa, ale nie sądziliśmy, że ludzie staną już o 6 rano.

Hm... Około 17.00 godziny obsługa Wedla zamknęła kolejkę, praktycznie tuż za nami, bo realnie wiedziała, że do 24 wejdzie tylko tyle osób. I rzeczywiście tak wykalkulowali. Pocieszające było tylko to, że każda osoba o której godzinie nie stanęła i tak musiała wystać swoje 6 godzin do wejścia. 

Fajnie jest zobaczyć jeden raz. Ale co tak naprawdę można zobaczyć, gdy przeganiane są grupki z miejsca na miejsce.

Fajna historia o założycielach, o historii Fabryki za czasów Wedla. Niestety historia późniejsza lub też współczesna jest mniej fajna.

Tradycyjna receptura jest tylko czekolady jedynej, a tak wszystkie inne zostały już w mniejszym lub większym stopniu pozmieniane. Smutne. Zresztą to dało się wyczuć na przestrzeni lat. Tak, nie mówię tutaj o tej jednej nocy. Każdy z nas już na tym świecie trochę żyje. Każdy pewnie nie raz kupował cukierki, czekolady i czekoladki Wedla, myślę, że każdy zauważył pogarszający się smak. Oczywiście na tyle na ile działają jego kubki smakowe.

Coraz to mniejszą wagę pewnych produktów sprawiła, że odeszłam od Wedla i zaczęłam szukać sobie lepszych smaków. I są lepsze. Często tańsze. Przykre jest to, że zasilamy finansowo rynek zagranicznych właścicieli.

A przecież mieliśmy tutaj coś dobrego, swojego, polskiego...        

Urodziny i Imieniny Chrapka

...dziennik pokładowy, otwock, środa/czwartek dn. 4/5 maj 2016 r....

Tak na spokojnie świętowaliśmy urodziny i imieniny Chrapka. Kupiłam kawałek ciasta i zjedliśmy sobie po kawałeczku. 

Majówka

...dziennik pokładowy, lublin, piątek, dn. 29 kwietnia 2016 r....

Uparłam się, by na majówkę pojechać do Lublina. Chrapek chciał wracać po dwóch dniach, ale zostaliśmy dłużej. Wyjechaliśmy sobie w piątek około 18 i dojechaliśmy na 22.

Wyspaliśmy się i w sobotę rano pojechaliśmy do siostry Chrapka - do Basi. Zwiedziłam działkę, domek, poznałam też trochę rodziny Chrapka, jego ciocię. Okorowaliśmy kilka pieńków.

Potem przyjechała też mama Chrapka i jego brat. Zabrał nas w drodze powrotnej do siebie. Potem też wpadliśmy na jego działkę rekreacyjną. Fajna. Własna to fajna.

Wróciliśmy wieczorem do Lublina i już zwiedzaliśmy Lublin albo na spacerach po parku i Starym Mieście lub na rowerach. Chrapek założył sobie dostęp do miejskich rowerów. Fajowa sprawa. Oczywiście mięliśmy kilka kłopotów, ale udało się to jakoś ogarnąć.

3 maja do południa byliśmy w Lublinie. Wyjechaliśmy o 12.30 a już o 14.30 byliśmy pod drzwiami domu moich rodziców. Więcej niż rewelacja.   

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 60