...obecne życie Lu...gdzieś w wielkim mieście...gdzieś na różnych lądach...gdzieś w innych światach...
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Zakładki:
************************* AUTOR androsace@gazeta.pl
************************* Autoryzacja Zdjęć: Lu
************************* FOTOGRAF iljs@gazeta.pl
************************* JS GARDEN WOŁOMIN projektowanie, zakładanie i pielęgnacja ogrodów 888 671 676
************************* Własne Blogi
Alfabet: A
Alfabet: B
Alfabet: C,D
Alfabet: E,F
Alfabet: G,H,I
Alfabet: J,K,L,Ł
Alfabet: M
Alfabet: N,Ń
Alfabet: Ó,O
Alfabet: P
Alfabet: Q,R
Alfabet: S,Ś
Alfabet: T,U
Alfabet: V
Alfabet: W
Alfabet: X,Y,Z,Ź,Ż
Alfabet: zdjęciowe
ARTYSTYCZNIE
KONTAKTOWO
NAUKOWO
RELIGIJNIE
Kategorie: Wszystkie | Moja kuchnia | Moje filmy | Mój dzień | Wierszownia
RSS
wtorek, 08 sierpnia 2017
Odwiedzinki

…dziennik pokładowy, wołomin, 1 lipca 2017 r….

Pojechaliśmy do Wołomina w odwiedziny. Przy okazji do wujka na imieniny.

Miło było się chwilowo rozerwać i wyskoczyć z domu.  



W Lublinie

…dziennik pokładowy, Lublin, 16 czerwca 2017 r….

Po pracy pojechaliśmy do Lublina. Jak wysiedliśmy to lało. Na szczęście mieliśmy blisko do domu. 

Wieczorem w sobotę udało mi się wyciągnąć p. Jasię na fontanny. A następnego dnia rano do parku. Było miło, bo pogoda, choć zapowiadała się deszczowa to zła nie była. Deszcz padał nocą. A w dzień było nawet słonecznie.

Wróciliśmy sobie przed wieczorem.  



W domku

…dziennik pokładowy, otwock, 15 czerwca 2017 r….

Mama pojechała do Ciploka. Posiedzi z wnuczkami.

My zostaliśmy, bo niestety jutro mam dyżur w pracy. Ktoś musi. Ale po pracy jedziemy do Lublina. Podróżnik został zaproszony przez brata i zgodził się, więc jedziemy.

A dzisiaj odpoczniemy trochę.



Kilkudniowy urlopik u siostry

…dziennik pokładowy, bk, 2-7 czerwca 2017 r….

Wzięłam sobie urlopik i pojechałam do siostry.

Dzieciaki rosną. Fajnie. Ma teraz wesoło.

Zawsze chciałam mieć pełną chatę, ale niestety los chciał inaczej. Nie mam pełnej chaty. Pełne chaty są zazwyczaj wokół mnie. Jestem twarda, ale gdzieś w głębi serca to jednak boli. Napełnia mnie smutkiem, który próbuję ukryć. Udaj mi się to skutecznie zamaskować, ale jakim kosztem. Cichego i niemego krzyku w moim serduszku. Już wiele razy zastanawiałam się nad tym. Czas chyba skończyć jeżdżenie po rodzinie. A to imieniny, a to urodziny, a to jakieś rocznice. Wszędzie dzieciaki rosną. Cieszą się ich szczęściem, a moje serducho krwawi. To smutne.

Cóż… ograniczę wizyty tylko do mojej siostry, bo tutaj chcę mieć kontakt. Natomiast kuzynostwo, hm… chyba zacznę realizować separację i odizolowanie się. Spróbuję wykręcać się z imprez.

Byłam u Cioci i jednej i drugiej. Chwilę pogadałam. Odwiedziłam.

Urlopik minął i czas wrócić do domu i pracy. Posiedziałabym dłużej. 

poniedziałek, 17 lipca 2017
I rocznica śmierci taty

...dziennik pokładowy, warszawa, poniedziałek, dn. 29 maja 2017 r....

To już rok. I wcale nie jest łatwiej.

To już rok od śmierci taty, ale ja czuję się tak, jakbym usłyszała te złe wieści dosłownie przed chwilą. Wcale nie jest lepiej. Wcale nie jest łatwiej. Czas nie leczy tej rany, może tylko bardziej znieczula i otępia, zobojętnia. Ale każde wspomnienie powoduje napływanie łez do oczu. Nadal mam potrzebę w tygodniu pojechania na cmentarz.

Kilka dni temu przyjechała siostra z rodziną.

Na mszy rocznicowej było sporo osób. Mama, ja, siostra z rodziną. Taty mama. Taty siostra z córkami i wnuczętami. Taty brat z żoną oraz moja kuzynka z rodziną i brat stryjeczny z rodziną. Mamy brat z żoną oraz mój kuzyn z rodziną. Babci siostrzenica.

Nie było tylko mojego Chrapka, który był w tym czasie w delegacji koło Koszalina.

Po mszy wszyscy poszliśmy na cmentarz.

A potem na herbatę do domu przyjechał mamy brat z żoną i moja stryjeczna siostra z rodziną. Ciocia obrała mnie z fiołkowych liści.     

Dęblin

...dziennik pokładowy, dęblin, dn. 6 maja 2017 r....

Chrapek miał umówione klejenie akwarium w Dęblinie.  U jakiegoś dawnego znajomego.

Pociąg nam się opóźnił, ale podróż była całkiem miła. Pogoda nam dopisała. Chrapek kleił, a ja poszłam sobie na zwiedzanie Dęblina. 

Byłoby znacznie lepiej, gdybyśmy mieli rowery. Nie wpadliśmy na ten pomysł, a szkoda. Jako przyjezdni nie bardzo mamy możliwość przechodzenia przez lotnisko i żeby dostać się do centrum Dęblina to trzeba było obejść całe lotnisko. A tak rowerami byłoby znacznie szybciej. Nie mniej jednak, ja zdążyłam sobie trochę pochodzić. Chrapek już nie bardzo. Właściwie skorzystał tylko tyle co zrobiłam w zdjęciach. 

Ogólnie było bardzo fajnie na takiej naszej wycieczce.

Majówka

...dziennik pokładowy, lublin, 29 kwietnia - 3 maja 2017 r....

W sobotę rano wywiało nas do Lublina. Tak na majówkę postanowiliśmy sobie pojechać, a także sprawdzić co u mamy Chrapka. 

Majówka ma zazwyczaj to do siebie, że wszędzie oferują różne atrakcje. I atrakcji darmowych jest znacznie więcej. Tylko niestety na większość są wcześniejsze zapisy. Ale nam udało się jeszcze zapisać tak z marszu na zwiedzanie Piwnicy pod Fortuną. Mała piwniczka, ale bogata w architekturę oraz w multimedialne pokazy związane ze zmianami dziejowymi i kulturowymi na przestrzeni dziejów miasta. Fajna atrakcja.

30 kwietnia byliśmy w odwiedzinach u Basi. Chrapka siostra, a przy okazji odwiedziliśmy też jego ciocię. Byliśmy też na cmentarzu u jego taty. 

1 maja - Kraśnik. Tego dnia odwiedzaliśmy również moją rodzinę w Kraśniku. Pojechaliśmy z dworca pod Zamkiem. W Kraśniku odwiedziłam ciocię Basię (taty siostra), a także i druga nas zabrała do siebie, ciocia Marzanna i wujek Zdzisiek (taty brat). Pokazali nam zalew. Trochę obwieźli po Kraśniku. Trochę się porozmawiało. I tak na wieczór wróciliśmy do Lublina.

2 maja - Świdnik. Posiedzieliśmy trochę u rodziny Chrapka. Tam też dzieciaki rosną jak na drożdżach.

3 maja - wróciliśmy na Marysin. Posiedzieliśmy też trochę z moją mamą.

Dwa dni pracy i znowu weekend.  

Święta Wielkanocne

...dziennik pokładowy, warszawa, lublin, 13-17 marca 2017 r....

W Wielki Czwartek byłam w pracy. Wieczorem byłam z mamą na mszy św. i siedziałyśmy w nawie bocznej. Oczywiście nic nie było widać, bo siedziałyśmy zupełnie z boku.

W Wielki Piątek byłam w pracy do południa. Około 13.30 jechałam z Chrapkiem do Lublina polskim busem na Święta Wielkanocne.

W Wielką Sobotę namówiłam Chrapka do kościoła. Rano poszyliśmy do kapucynów poświęcić jaja. W ciągu dnia zwiedzaliśmy trochę Lublin i weszliśmy do innego kościółka, gdzie były przygotowania na bębnach i gitarach do wieczornej mszy. Spodobało nam się i poszliśmy wieczorem. Jak już doszliśmy do kościół to był on pełny. Miejsc siedzących brak. Nie spodziewał się, że to będzie trwało trzy godziny. Wydaje mi się, że był na mnie też trochę zły. Przeżył.

W Niedzielę byliśmy u brata.

W poniedziałek lany wracaliśmy również polskim busem. A u mamy byliśmy przed piętnastą.

I tak święta w Lublinie a końcówka w Warszawie.

Urlopik

...dziennik pokładowy, bk, dn. 22 marca 2017 r....

Wzięłam krótki urlopik i pojechałam do siostry. Cieszyłam się, że ją odwiedzam. Smuciłam się, że nie ma tu ze mną Chrapka. Odwiedziłam kuzynów, ciotki, wujków, znajomych. Mój chrześniak dorośleje, trochę więcej rozumie. Mała rośnie jak na drożdżach. Fajna jest. Rośnie mały złośnik, ale bardzo sympatyczna jest.

W niedzielę dowiedziałam się, że zmarł tata mojego chłopaka.

Z urlopu wracałam w poniedziałek, ale wzięłam też urlop na żądanie i już we wtorek rano oboje jechaliśmy do Lublina na pogrzeb. Smutno. Przy takich okazjach poznaje się rodzinę. Mnie też to nie ominęło. Poznałam kilkoro z kuzynostwa Chrapka, wujków i ciotki.

Wracałam tego samego dnia wieczorem, natomiast Chrapek został kilka dni dłużej, by dopełnić mamie formalności związanych z zamieszkaniem oraz rentą rodzinną. 

Było mi smutno, chociażby z tego powodu, że niedawno zmarł i mój tata.

11:59, androsace
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 marca 2017
Warsztat zniknął

...dziennik pokładowy, otwock, dn. 11 marca 2017 r....

Podróżnik skończył model i zniknął też pokojowy warsztat. Od razu zrobiło się luźno. Przy okazji sprzątnęliśmy sobie w piwnicy w mieszkaniu. Można powiedzieć generalne porządki.

Teraz trzeba pomyśleć nad kolejnymi zmianami. Miały być półki w pokoju. Jakaś półka pod zlewem. Może blat do zmiany i dodatkowa szafka. Trzeba pomyśleć.   

8 marca

...dziennik pokładowy, warszawa, środa, dn. 8 marca 2017 r....

Dzień kobiet. Miał być w Otwocku, ale mama zapytała się, czy nie wpadniemy do niej.

I tak plany lekko się zmodyfikowały.

Pojechaliśmy do mamy, by w ten dzień nie siedziała sama w domu. A przynajmniej było jej milej. Wypiliśmy wino do obiadu. Zjedliśmy trochę słodyczy, choć w poście ograniczamy je - to w tym dniu było to bardziej symboliczne niż dla łakomstwa i obżarstwa.   

Pierwsze wycieczki

...dziennik pokładowy, świder, dn. 5 marca 2017 r....

Chrapek skończył już model jednostki pływającej "Strażak-3".

Zimą nie mam nic przeciwko temu, może sobie siedzieć i dłubać, bo co robić sennymi wieczorami. Ale jak już słońca jest więcej, szczególnie w weekendy to chciałabym wyjść z tych czterech ścian, zaczerpnąć powietrza, pojeździć na wycieczki. Mamy teraz więcej czasu na wspólne spędzanie czasu.

I tak 5 marca pojechaliśmy na małą wyprawę do Świdra i nad Świder. I choć jeździmy rowerami również zimą to ta była naszą pierwszą zimowo-wiosenną wycieczką, relaksacyjną. 

12 marca pojechaliśmy sobie do Śródborowa. 

Fajnie, pogoda sprzyja. Można korzystać.

piątek, 10 marca 2017
Histeria

...dziennik pokładowy, otwock, niedziela, dn. 5 lutego 2017 r....

Poranek. Zwykły dzień pracy.

Światło zapalone w kuchni. Przebudziłam się, bo kuchnia graniczy z moim pokojem. Pokój jest bez drzwi, więc poranne otwieranie lodówki, szafek i szuflad - krótko mówiąc wszystko słychać. I tak jak wstawali rodzice o 4.30 tak i ja czasem budziłam się o tej porze.

Tata krząta się po kuchni, szykuje się do pracy. Czasem wpadał do mnie do pokoju pożyczyć długopis, by zanotować sobie jakąś informację lub wymiary jakiejś części. I tak było tym razem. Wziął sobie długopis.

Mama była w łazience. I tak kursowała między kuchnią a łazienką.

Tata rozmawiał z mamą. Słyszałam ich poranną rozmowę odnośnie kanapek itp.

I nagle zaczęłam wybudzać się..., ale z jednej strony przecież jestem obudzona, przed chwilą obudziłam się w moim rodzinnym domu, w domu rodziców. I tu jestem. Wszystko odczuwam.

Jakieś to wszystko dziwne. Zaczęło robić się niespokojne. Światło w kuchni zaczyna oddalać się, jakoś przygasać, znikać. Coś się niedobrego dzieje. Wybudzam się, a jednocześnie nie chcę. Otwieram oczy, tym razem przebudziłam się nie we śnie tylko w rzeczywistości. Otwock. Mój chłopak mnie tuli. Wyczuł mój niepokój sprzed chwili. A ja nie chcę. Próbuję go odepchnąć. Chcę wrócić do tej rzeczywistości ze snu. Do mojego taty. Przecież widziałam go, słyszałam, był przed chwilą tuż przy mnie, na wyciągnięcie ręki.

Świadomość, że rzeczywistością jest Otwock, że mój tata nie żyje powtórzył krzyk, który rozdzierał mi wszystko i serce i umysł i duszę. Krzyk, płacz, histeria. Wszystko nie do opanowania.

Mój chłopak nie mógł mnie uspokoić.

środa, 08 lutego 2017
Filmowo w domu

...dziennik pokładowy, warszawa, piątek, dn. 3 lutego 2017 r....

Dni zimowe w Otwocku mijają teraz trochę inaczej.

Jest komputer, mogę podłubać coś przy zdjęciach, wieczorem mogę obejrzeć jakiś film, mogę puścić też ulubioną muzykę filmową, której mam potężny zasób. Tego mi najbardziej brakowało. Jakiegoś urozmaicenia dnia, wieczoru. Ile można czytać książek nie będąc wielką fanką czytania. Wystarczy mi i tak, jak czytam jakieś półtorej godziny (łącznie) w podróży z pracy i do pracy.

Wieczorem chciałabym porobić coś innego. Jednego dnia usmażyć placki. Innego dnia obejrzeć film. Jeszcze innego posegregować zdjęcia. Podjechać na cmentarz do taty. Rozbijam rutynę, bo już zaczęłam wariować, nudzić się i popadać w jakąś głębszą depresję. A przecież chcę wyjść z zamknięcia i smutku po śmierci taty. To nadal silne wydarzenie mojego życia, które budzi przeogromny wachlarz uczuć. 

I teraz mogę to zrobić. Jakoś przełamać dotychczasową rutynę.

czwartek, 26 stycznia 2017
Styczeń 2017

...dziennik pokładowy, warszawa, stycznia 2017 r....

Skończył mi się bilet. Miałam tylko miesiąc spędzić u mamy, ale przedłużyłam bilet na pierwszą strefę.

Nie wiem co mam robić. Mój kochany mężczyzna czekał na mnie cały miesiąc, z utęsknieniem, a ja podjęłam decyzję, że potrzebuję kolejny miesiąc oddzielnie.

Zaczęło się od tego, że nie mam co robić u niego. Przychodzę do domu, jem obiad i dalej nic. Z nudów czytałam, choć czytania mam już dosyć. I tak dzień w dzień. 

Na szczęście porozmawialiśmy sobie o tym i jakoś poddał mi pomysł rozwiązania problemu. Skombinował mi komputer do mojej małej pasji. Zdjęcia. Mogę teraz codziennie usiąść sobie na jakąś godzinkę, nawet na jakąś chwilę by, móc podłubać w folderach ze zdjęciami. Coś posegregować, obrobić. Mogę obejrzeć jakiś film na kompie, to jakaś odmiana, bo on nie miał telewizora. Te wieczory są teraz ciut inne. 

Muszę coś robić, bo inaczej zapadnę się w sobie.

6 stycznia byliśmy u mamy.

11 stycznia upiekłam blat do tortu, na moje nadchodzące urodziny. Jestem za tym, że tort urodzinowy musi być.

12 stycznia - wypadło to tak nie w pięć ni w dziesięć - byłam na pokazie urządzeń masujących. Porażka. A zachwalali, przyjdź i odbierz podręczny odkurzacz. Szkoda tylko, że nie wspomnieli, że odkurzacz jest samochodowy i nie nadaje się do niczego innego. A ja nie mam samochodu. Poza tym mój facet stwierdził, że nie powinno to dostać się na rynek, ponieważ nie ma atestów. Na kolejny taki pokaz się nie wybieram. Szkoda zachodu. Spotkanie trwało 3 godziny. I to był zmarnowany czas. Facet fajnie opowiadał o tych urządzeniach, można było skorzystać z takiego 10-minutowego masażu. Co z tego jak i tak to wszystko kosztuje bardzo drogo.

Czas zmarnowany, bo mogłam skończyć tort w normalnej porze i jechać spokojnie do domu. A tak musiałam zrobić przystanek u mamy, bo robienie tortu skończyłam około 22.

13 stycznia - Urodzinowo. W ten dzień spotkałam się z Podróżnikiem u mamy. Tam świętowaliśmy moje urodziny. Od kilku lat nie mam już ochoty na zapraszanie gości, ani na urodziny, ani na imieniny. Jakoś tak nam się nie chce z mamą. Po śmierci taty odbieram to wszystko jakoś dziwnie. Niezbyt fajnie. Brakuje mi go na każdym kroku, przy każdym spotkaniu.

21 styczeń. - Dzień babci. Pojechałam z mamą. Mama przy okazji umówiła się z ciocią po tym spotkaniu. Ja spędziłam sobie dzionek z babcią i pojechałam przed wieczorem do domku.

I tak minął styczeń.

środa, 04 stycznia 2017
Podsumowanie 2016

...dziennik pokładowy, warszawa, sobota, dn. 31 grudnia 2016 r....

Podsumowanie roku...

Warto to zrobić, ale od czego zacząć. Jak zebrać myśli w żałobie.

Byłam szczęśliwa przez pierwszych 5 miesięcy 2016. To było kilka całkiem udanych miesięcy. Byłam szczęśliwa, kochana przez mojego ukochanego mężczyznę, sama też go kochałam, bo czułam to w serduszku. Fajne uczucie. Byłam radosna. Śmiałam się. Powaga gdzieś znikła, mój dystans do ludzi także. Cieszyłam się, że jesteśmy razem, że razem jeździmy na bazar, że mamy jakieś drobne wspólne wycieczki do rodziny lub dla najzwyklejszego odpoczynku.

W pracy było ok, choć czasem mnie denerwowała, ale nie doprowadzała do szaleństwa.

29/05/2016 umarł mi tata... i wszystko zmieniło się.

Od tamtego dnia codziennie wylewam wiadro łez. Nie ma takiej chwili, bym nie płakała, bym za nim nie tęskniła. Odczuwam ból, ogromną samotność i pustkę, związaną z odejściem taty.

Najgorsze jest to, że zaczęłam odczuwać również pustkę do swojego mężczyzny. Nie potrafię odnaleźć teraz swojego uczucia do niego, które tak bardzo mnie cieszyło, które mnie przecież tak bardzo zmieniło. Na lepsze. Chyba znowu zaczęłam budować mur wokół siebie, jak jakąś karę, że on jest przy mnie. Mrożę swoje serce i odsuwam się od niego. Nadal chcę, żeby przy mnie był, nadal chcę być blisko niego, bo czuję się przy nim bezpiecznie. Ale gdzie podziało się to moje uczucie, gdzie moja miłość do niego, gdzie odczuwanie jego miłości w moim serduchu. Boję się, że nie potrafię już tego odnaleźć.

Odczuwam tę samą samotność co kilka lat wcześniej, przed jego spotkaniem. Wraca ta sama powaga, smutek, pustka i samotność, zdystansowanie się. 

Czyżby to był efekt nagłej blokady po stracie najbliższej osoby, jaka był tata. Nie wiem. Tak to tłumaczę.

Był czas, że jego dom traktowałam już jak swoje miejsce. Mój dom z Chrapkiem. A teraz jest to mi zupełnie obce miejsce. Puste, zimne, pozbawione rodzinnej atmosfery i rodzinnego ciepła.

Wróciłam do domu rodziców. Miałam być u nich tylko miesiąc, tylko grudzień. By ten czas adwentowo-świąteczny spędzić rodzinnie, z ubraną choinką, krzątaniną przedświąteczną, prezentami dla dzieciaków. Ale dzisiaj przedłużyłam bilet na kolejny miesiąc i kolejny miesiąc będę u mamy.

To nie jest dobry czas dla rozwoju związku. Nie wiem co z nami będzie. 

piątek, 30 grudnia 2016
Życzenia Noworoczne

...dziennik pokładowy, warszawa, dn. 30 grudnia 2016 r....



środa, 28 grudnia 2016
Gwiazdka

...dziennik pokładowy, warszawa, Święta, dn. 24-26 grudnia 2016 r....

23 grudnia przyjechała siostra z rodziną.

24 grudnia - Gwiazdkę spędziliśmy w Wołominie. Poszłam z mamą na Pasterkę.

Święta spędziliśmy w domu.

Wszystko minęło tak szybko, że nawet nie zdążyłam odpocząć. Było - minęło.

Życzenia

...dziennik pokładowy, warszawa, gwiazdka, dn. 24 grudnia 2016 r....

Przedświątecznie

...dziennik pokładowy, warszawa, przed świętami, grudzień 2016 r....

Przed świętami oczywiście mega sprzątanie.

Jak co roku czeka nas lepienie pierogów i uszek.

Pierogi ulepione. Mama wałkowała i wycinała krążki. Ja z Chrapkiem zlepialiśmy szczękami. Ulepiliśmy 99 sztuk.

W tym roku lepiliśmy uszka trochę inną metodą. Poszliśmy na łatwiznę. Dużą produkcję. W sensie taśmową i szybką. Wyciągnęłam formę na krążku do zlepienia 55 sztuk foremnych sześciokątów. Mama wywałkowała placek na formę. Ja porobiłam dołki. Chrapek nakładał farsz z rękawa. Ja czyściłam złączenia. Mama wywałkowała kolejny placek do nakrycia. Chrapek przewałkował i wyciągał z formy. Ja zlepiałam różki w kształt uszek. Super szybko. 

Pierwszy raz robiliśmy z tej formy. I powiem, że całkiem całkiem to wychodzi. Przede wszystkim szybko. Jak nabierzemy wprawy to to będzie łatwizna. Bo to był nasz pierwszy raz :) Ulepiliśmy około 215 uszek. Migusiem. 

W domu

...dziennik pokładowy, warszawa, poniedziałek, dn. 5 grudnia 2016 r....

Po śmierci taty źle się czuję. Psychicznie źle wszystko na mnie działa. Myślałam, że może czas będzie to leczył, ale nic z tego. Bardzo mi go brakuje. Przeżywam to.

Nie dałam rady nadal mieszkać z Chrapkiem. Jego mieszkanie jest dla mnie puste, zimne i to mnie jeszcze bardziej przygnębia. Przeniosłam się do mamy i tutaj jakoś uspokaja się moja dusza. A właściwie to nie wiem czy się uspokaja, bo mój stan jest raczej otępiały. Jestem bo jestem, pracuję, bo pracuję, ale nic mnie nie cieszy. Nic, zupełnie nic. Wegetuję.

Nie wiem jak Chrapek to przetrzyma, jak długo wytrzyma, czy w którymś momencie nie powie sobie "dość tego" i mnie nie zostawi. Wraca do pustego domu. Ja wracam do domu rodziców. Tam się trochę lepiej czuję. Znajome kąty. Cieplejsze. 

Chrzest siostrzenicy

...dziennik pokładowy, bk, 10-13 listopada 2016 r....

Miesiąc po chrzcinach bratanicy mojego Chrapka pojechaliśmy na chrzest mojej siostrzenicy. Akurat się tak złożyło, że dziewczyny urodziły tak miesiąc po sobie dziewczynki i miesiąc po sobie miały chrzciny. 

10 listopada jechaliśmy po pracy całą ekipą: Ja, Chrapek i moja mama, a także brat taty z żoną. My polskim busem. Reszta miała dojechać samochodami. Na przesiadce we Wrocławiu spotkaliśmy w pociągu siostrę mojego szwagra.

11 listopada był chrzest.

12 listopada pojechaliśmy małą wycieczką do klasztoru w Henrykowie. A przy tym mieliśmy niezły spacer przez las.

13 listopada odjeżdżaliśmy o 13.00. Ogłosili nasz pociąg opóźniony godzinę. No i kompletna klapa, bo zupełnie nie wiedziałam co mam robić. Polski bus mieliśmy o 15.00 Na szczęście Szwagra tata zorganizował nam jakiś transport do Wrocławia i zdążyliśmy na autobus, a moja chrzestna, bo też miała jechać tym pociągiem o 13.00 co my też się z nami zabrała i też zdążyła na drugi pociąg z Wrocławia.

Wszystkich Świętych

...dziennik pokładowy, warszawa, piątek, dn. 28 październik - 2 listopada 2016 r....

Zbliża się dzień Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny i jest to teraz dla mnie bardzo trudny czas. I trudniejszy po śmierci taty. Nie potrafię się odnaleźć w rzeczywistości bez niego. Jakby przenieśli mnie zupełnie z innego wymiaru.

Dzisiaj przyjechała siostra z rodzinką. Wiadomo to nasz tata. To ciężki rok również dla niej. Też chciała być blisko. Mieć jakąś więź.

30 października byliśmy w Wołominie.

1 listopada pojechałam z mamą na Bródno do dziadków. Reszta została w domu, bo pogoda nie była zbyt ciekawa. Gdy wróciliśmy z Bródnowskiego to spotkaliśmy się na cmentarzu Marysińskim przy grobie taty. 

Pojechali 2 listopada.

Chrzest bratanicy

...dziennik pokładowy, lublin, świdnik, dn. 7-9 października 2016 r....

Mój Chrapek ma brata, któremu tak miesiąc wcześniej niż u mojej siostry urodziła się córa. Urodziła się na początku czerwca. No i teraz wypadły jej chrzciny. Zostaliśmy zaproszeni i pojechaliśmy.

Było kameralnie. Tylko rodzice chrzczonej i jej rodzony brat. Rodzeństwo rodziców, czyli siostra z rodziną i brat - od bratowej Chrapka oraz Chrapek ze mną. A także obie babcie chrzczonej. Dziadkowie zostali w domach. 

Urlop miesięczny

...dziennik pokładowy, bk. oraz Jastarnia, 29 lipca - 4 września 2016 r....

29 lipca pojechałam do siostry. Po pierwsze, by zobaczyć siostrzenicę. Po drugie, by zabrać siostrzeńca na wakacje. Mała słodka. Poza tym śliczna. Mój kochany chrześniak nie chciał ze mną jechać na wakacje. Spędziłam kilka dni u siostry. 

2 sierpnia jechałam przez całą Polskę do Jastarni, czyli wycieczka od gór do morza. Droga mogłaby być dużo szybciej, gdyby nie te długie postoje na stacjach. Zupełnie nie wiem, dlaczego są te długie postoje i tracenie czasu.

4-5 sierpnia - Po prostu nie spotykane spotkanie. Przyjaciółka ze studiów. Normalnie mamy do siebie 100 km. Gdy weźmiemy aspekt pracy to pracujemy 5 minut drogi piechotą od siebie. Obie w centrum Warszawy. Ale na spotkanie mamy zawsze daleko. No i proszę musiałyśmy spotkać się 400 km od domu. Ale przynajmniej mogłyśmy się spotkać. Fajnie było spotkać ją i jej rodzinę. 

7 sierpnia córka Chrapka pojechała odwieźć swoją koleżankę, która tez  z nami była na wyjeździe. A my pojechaliśmy sobie rowerkami do Władka.

13 sierpnia wróciliśmy z nad morza. Błyskawicznie. Słonecznym.

14 sierpnia w niedzielę byłam u babci.

15 sierpnia odpoczywałam w Otwocku.

Potem około tygodnia pracowałam.

25 sierpnia znowu pojechaliśmy nad morze do Jastarni. Zabraliśmy się z kolegą Chrapka do Gdyni. Wyskoczyliśmy jeszcze po rybki we Władku i pojechaliśmy następnym pociągiem. 

27 sierpnia rano, około 9.30 przyjechała tylko na weekend mama. Pogoda nam dopisała i było super. Odetchnęła trochę. Była półtorej dnia. W niedzielę słonecznym wracała.

29 lub 30 sierpnia była moja cioteczna siostra - Joja z synkiem i moją Chrzestna w odwiedziny, bo stacjonowały w Jastrzębiej.

Do końca urlopu mieliśmy pogodę, ciszę i spokój. Było sympatycznie. Przestały mi się śnic koszmary związane ze śmiercią.

3 września były moje imieniny.

4 września wracaliśmy z urlopu pociągiem widmo. Na szczęście był wagon dla tych bez rezerwacji i mieliśmy miejsce.

Do Warszawy dojechaliśmy i lunęło. Z nieba lało się tak, że nic nie widziałam. Strugi deszczu. Ciężko był mi tez łapać powietrze, bo wciągałam wodę i nosem i buzią. Nie było na nas suchej nitki, gdy dotarliśmy do autobusu. A przecież przebiegliśmy tylko kilka metrów od pociągu do przejścia podziemnego na Dworcu Wschodnim.      

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 61